Otwieramy Serca dla Basi i Marka - beneficjenci drugiej edycji akcji "Otwórzmy Serca".

Basia Górska z Kościana od siedmiu lat walczy z nowotworem. Zaczęło się od raka jajnika. Teraz choroba zaatakowała węzły i płuca. To już czwarta wznowa.
Basia na co dzień pomaga podopiecznym Stowarzyszenia na Rzecz Walki z Rakiem Jajnika Niebieski Motyl z siedzibą w Krakowie. W swych działaniach Niebieski Motyl skupia się na wsparciu chorych, mówieniu o problemie, uświadamianiu, radzeniu i dzieleniu się doświadczeniami. W całej Polsce organizuje konferencje, warsztaty terapeutyczno-integracyjne, pikniki profilaktyczne, zaprasza na oddziały kosmetyczki, wizażystki, stylistki brwi, fryzjerki. Kościanianka jest założycielką i wiceprezeską stowarzyszenia, którym kieruje Agata Ślazyk. Stowarzyszenie skupia około 500 kobiet. Wszystkie są chore. Basia także. W maju 2012 r. zdiagnozowano u niej nowotwór jajnika. Miała wtedy 26 lat.
Basia przeszła cztery bardzo ciężkie operacje, w tym 12-godzinną operację HI-PEC (dootrzewnowa chemioterapia perfuzyjna w hipertermii), która niesie za sobą duże ryzyko. Na szczęście wszystko poszło dobrze. W szpitalu miała zostać przez miesiąc, dwa lub trzy, ale tak się zawzięła, że już po tygodniu wypisano ją do domu. Jej największym motywatorem do walki jest córka. Właśnie dlatego by córka miała opiekę, gdy ona jest w szpitalu, przeprowadzili się do Kościana.
Standardowa chemioterapia jednak nie przyniosła oczekiwanego efektu. Jedyną szansą jest połączenie jej z lekiem - Avastin, którego Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje w przypadku nawrotu choroby, jaki u mnie ma miejsce. Lek działa, na co wskazują wyniki badań, dlatego tak ważna jest kontynuacja leczenia. Koszt miesięczny leczenia to 4050 złotych - wylicza Basia, dodając, że Avastin podaje się do skutku, czyli trudno przewidzieć jak długo jeszcze potrwa terapia. - Do tej pory przy wsparciu osób najbliższych udało nam się dźwignąć koszty związane z leczeniem, walką o zdrowie i zdobyć bezcenny dla mnie lek, jednak nasze możliwości wyczerpały się. Istnieje również możliwość zastosowania terapii protonowej poza granicami kraju, która w moim przypadku również nie jest refundowana przez NFZ.

Pragniemy pomóc, aby Basia nie musiała rezygnować z terapii, która w tym momencie pomaga, lub dać szansę na kolejną możliwość zastosowania jeszcze droższej terapii.

 

Marek Walter z Kościana ma 56 lat i jest osobą niepełnosprawną bez uprawnień do renty. Od 4 lat cierpi na zespół móżdżkowy, który został zdiagnozowany, lecz do dzisiaj nie wiadomo co go wywołało i jakie wybrać leczenie. Ponad 4 lata temu w wyniku szeregu błędów lekarzy, zbyt późnej diagnozy i późnego rozpoczęcia leczenia został przykuty do wózka inwalidzkiego. Silny postawny, pracujący mężczyzna w ciągu kilku tygodni traci swoją niezależność, siłę, chęć do życia i godność.
Zespół móżdżkowy doprowadził do tego, że Pan Marek nie chodzi samodzielnie, ma trudności z kontrolowaniem ruchów całego ciała, mimowolne ruchy i skurcze mięśni nie pozwalają na jakiekolwiek precyzyjne ruchy rąk.
Pan Marek od kilku miesięcy nie jest poddawany procesowi rehabilitacji, ponieważ na ten moment wyczerpał możliwości uczestnictwa w ramach NFZ.
Sytuacja Pana Marka i jego żony jest trudna, ponieważ jedynym żywicielem rodziny w tym momencie jest żona, która oprócz pracy nauczycielki w przedszkolu próbuje szukać dodatkowych zajęć i pracy. Rodzinie często brakuje na comiesięczne opłacenie rachunków za gaz, wodę i prąd.

Chcielibyśmy zapewnić Panu Markowi sprzęt do rehabilitacji domowej, lub sfinansować roczną ciągłą rehabilitację lub pobyt w specjalistycznym ośrodku.